Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2020

"Droga Jana" Dorota Danielewicz


Książka opowiada o walce i zmaganiach matki z chorobą syna o niezwykle rzadkim schorzeniu ( 80 przypadków na świecie), polegającym na zakłóceniach przemiany materii o nazwie galaktosialidoza. U Jana objawiła się w wieku 4 lat i odbierała: samodzielność jedzenia, umiejętność czytania, trzymanie moczu, samodzielne chodzenie. 
Ta historia życia, obecnie 26 letniego mężczyzny dzieje się tu i teraz w Berlinie. Jego matka, dziennikarka zdecydowała się opisać swoją historię ponieważ i w Niemczech zainteresowanie osobami niepełnosprawnymi odbiega od ideału. Rodzice walczą o ich prawa, gdyż niemieccy politycy nie są zainteresowani ludźmi, którzy np. podczas głosowania nie są w stanie postawić na liście krzyżyka obok swoich politycznych wyborów. 

Pomimo takiej sytuacji zadziwi Was suwerenność Jana i jego niezależność. Ma możliwość uczestniczenia w warsztatach, maluje gąbkami. Mieszka w specjalnym ośrodku z opiekunami i tworzy własny świat.

Autorka opowieści, matka Jana w książce "dała z siebie wszystko" - co nadało powieści wielka autentyczność, momentami wręcz bolesną. 

Dowiadujemy się, w jaki sposób poradziła sobie z chorobą syna. Ponieważ siła samuraja tkwi w duchowym przejściu przez własną śmierć, a wtedy nikt i nic nie zdoła nas pokonać, Pani Danielewicz pisze, że zachowywała się jak samuraj, czyli tak jakby już umarła...

Każdy rozdział tej książki był dla mnie nową odsłoną i innym przesłaniem. Stanowił przystanek, na którym zatrzymywałam się aby pomyśleć i pochylić się nad wątpliwościami.

Obserwacje matki - autorki okazały się tak prawdziwe ponieważ mają "korzenie w naturze doświadczenia". 

Polecam tę książkę, wszystkim, którzy uważają, że mają w życiu pod górę. Po przeczytaniu "Drogi Jana", zapewniam, spokorniejecie.


Będę pamiętać Jana uśmiechającego się do swojego odbicia w lustrze, sprawiającego wrażenie człowieka zadowolonego.


Po lekturze tej opowieści na pewno zostanie ze mną przesłanie: "Bierz człowieka takim, jakim jest w całości. To bardzo wymagająca lekcja"

Warta przeczytania, autentyczna historia!

Ocena: 10/10

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie książki.

czwartek, 19 grudnia 2019

"Nienauczalni" Gordon Korman

Zabawna
i zarazem ciepła opowieść
o nadzwyczajnych uczniach
i niezwykłym naucz


Gordon Korman 
Nienauczalni

przeł. Łukasz Małecki
 premiera 29 stycznia

Co zrobić, kiedy jesteś nastolatką, a życie rzuca cię znienacka
ze słonecznej Kalifornii wprost do zaściankowego Greenwich?
Wokół zero znajomych twarzy, a jako opieka – Macoszydło,
które „i tak ogarnia więcej niż ojciec”.
Generalnie niewesoło...
Kiana postanawia jednak traktować tę sytuację jako przejściową. Za kilka tygodni mama skończy zdjęcia do filmu w Utah i obydwie wrócą do domu. Na razie trzeba po prostu przezimować. A jednak wszystko się sypie, już pierwszego dnia... Najpierw Macoszydło odjeżdża z piskiem opon sprzed nowej szkoły, zostawiając dziewczynę samą na pastwę systemu edukacji, a chwilę później na szkolnym parkingu niemal miażdży ją swoim pick-upem niejaki Parker Elias.
I tak zbieg okoliczności sprawia, że Kiana ląduje w niecodziennej, zapomnianej przez szkołę i nauczycieli klasie, odizolowanej od świata i reszty uczniów, w sali numer 117. Mówią o nich Nienauczalni. Ale czy tak jest naprawdę? Jakie tajemnice skrywają te z pozoru niezdyscyplinowane dzieciaki? I dlaczego pan Zachary Kermit został zesłany jako nauczyciel do tej klasy wyrzutków na rok przed wcześniejszą emeryturą? Czy takie zestawienie nie okaże się przypadkiem mieszanką wybuchową?
Zabawna i zarazem ciepła opowieść o nadzwyczajnych uczniach i niezwykłym nauczycielu. Znajdziecie tu wszystko – zawistnych kolegów, mściwego dyrektora, zgorzkniałego mistrza, który powraca w glorii chwały, i grupę nietuzinkowych dzieciaków, indywidualistów, którzy nie boją się wypowiedzieć wojny skostniałemu systemowi.

(info:Wyd. Literackie)
Okładka

wtorek, 26 listopada 2019

Herling-Grudzińki - Mrożek ✹ spotkanie na szczycie

Spotkanie na szczycie
Pierwsze wydanie korespondencji gigantów polskiej literatury
Sławomir Mrożek Gustaw Herling-Grudziński
Listy. 1959-1998
Premiera 27 listopada

Pierwsze wydanie korespondencji gigantów polskiej literatury
Sławomir Mrożek i Gustaw Herling-Grudziński. Dwóch wybitnych pisarzy, dwóch intelektualistów, których historia skazała na emigrację.  O czym pisali do siebie w listach? Korespondencja z lat 1959-1998  to niesamowity dokument, który pozwala lepiej zrozumieć los obu twórców i ich dzieł. Listy są szczere, czasem zabawne, innym razem pełne żalu. Powoli z opisywanych zdarzeń literackich, kulturalnych i politycznych wysnuwa się obraz nie tylko gigantów literatury, ale także ludzi sobie bliskich, wrażliwych, którzy w zmaganiu z gorzką rzeczywistością często sięgają po oręż ironii.
 „Spotkanie dwóch samotności? Nie, mimo wszystko nie byłoby to słuszne określenie, wszak jeśli nie Lidia Croce,  żona Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, to drugoplanowymi  bohaterkami tej korespondencji są Maria Obremba oraz Susana Osorio – dwie żony Sławomira Mrożka. A także przynajmniej paru artystów i intelektualistów: Chiaromonte, Gombrowicz, Tarn… Powiedzmy zatem: spotkanie dwóch milczeń, pamiętając,  że Mrożek i Herling należą do najtrudniejszych do przeniknienia, zamurowanych w sobie polskich pisarzy. A przecież w tym zbiorze listów – obejmującym blisko czterdzieści lat znajomości, a wkrótce także, jak się wydaje, przyjaźni – samo- wsobność, milczenie zostają przekroczone. Coś musiało obu  tych milczących odludków ku sobie przyciągać, bo z czasem  na miejscu «pana» pojawią się «Gustaw» i «Sławek»,  a w listach odnajdziemy też dowody wzajemnej troskliwości”. 
Andrzej Franaszek
Mój Drogi, jadę jutro do Rzymu, będę tam plus minus do 20 listopada.  Może przyjedziecie? Nie widzieliśmy się już wieki, czas najwyższy pogadać! Co u Was? Tutaj deszcz, smutek i pustka. Niet komu ruki pożat’, niet komu mordy pobit’, niet komu prawdy skazat’. Zupełnie jak w ojczyźnie… Ściskam mocno, serdeczności dla Mary. Gustaw.
(Neapol, 11 listopada 1966)
Ale mnie się już śmiertelnie nie chce i już pewnie nigdy nie zechce. Weźmy się więc do tych świąt i spędźmy je, kiedy już nie da się inaczej. Okropnie nie lubię świąt przymusowych, narzuconych z zewnątrz. A jeżeli ja akurat wcale  nie czuję się wtedy odświętnie, to co? I odwrotnie, jeżeli się czuję bardzo odświętnie w najzwyklejszą środę albo poniedziałek, sto razy bardziej świątecznie niż w niedzielę, to co? Pytanie oczywiście retoryczne. Twój Sł.
(Chiavari, 16 grudnia 1966)